"po godzinach", wychowanie

Czy jestem tabletowym rodzicem?

Jakiś czas temu zamieściłam Wam w mediach społecznościowych pewną grafikę. Pojawiło się mnóstwo komentarzy, udostępnień. Grafikę znalazłam na tablicy ogłoszeń w poradni psychologiczno-pedagogicznej.

Wasze pierwsze reakcje były z przyklaskiem. „Brawo! Tak jest! Nie rozumiem jak można dawać małemu dziecku tablet/smartfona itp”. Po chwili pojawiły się pierwsze mamy tłumaczące, że niestety dają, bo czasami nie ma wyjścia. Trzeba ugotować obiad, trzeba dojechać samochodem z punktu a do punktu b itd. Mimo to są świadome, że dawać nie powinny. Trzecia grupa to pewne nieśmiałe głosy „Dlaczego nie? Moje dziecko tyle się uczy, szybko zaczęło mówić i pisać dzięki bajkom/filmikom edukacyjnym itp” – te głosy nazywam nieśmiałymi, bo były pojedyncze, ale spotkały się z „polubieniem” czy jak to mówią dostały „like’a” od innych rodziców. Poniżej wklejam grafikę która podzieliła społeczeństwo na trzy obozy 😉

 

Oficjalnie i zgodnie z zaleceniami

Według zaleceń Amerykańskiej Akademii Pediatrii (AAP) dzieci poniżej 2 roku życia nie powinny mieć żadnego kontaktu z urządzeniami mobilnymi. To jest dość jasno zaznaczone w powyższej grafice. AAP dodatkowo podkreśla, że nadmierne korzystanie z tego typu urządzeń może prowadzić do kłopotów z nauką, trudnościami z koncentracją, czy otyłości. W pierwszych latach życia mózg człowieka rozwija się najintensywniej (!). Do prawidłowego rozwoju dziecko potrzebuje doświadczania świata wszystkimi zmysłami – zobaczyć, poczuć, usłyszeć, dotknąć. Ograniczenie pola działania dziecka i rodzaju bodźców może mieć negatywny wpływ na rozwój neuronów jego mózgu.

Powinniśmy, jako rodzice być świadomi zagrożeń jakie niesie za sobą dostęp do internetu i urządzeń elektronicznych. Oprócz wymienionych trudności z koncentracją, nauką, otyłością dochodzą też problemy w kontakcie z innymi dziećmi i osobami dorosłymi.

Ale… Czasami trzeba… Czasami się nie da…

Jesteś świadomym zagrożeń tabletowych i nadal uważasz, że czasami trzeba, bo inaczej się nie da? Bo musisz sprzątnąć czy ugotować obiad. Powiem tak: „czasami” to słowo klucz. Raz na jakiś czas, krótko, pod kontrolą to coś innego niż „kilka razy w tygodniu”, albo „regularnie”.

Ale z drugiej strony – mnie przekonuje wpływ na ośrodkowy układ nerwowy, a do tego chciałam przypomnieć, że za „naszych czasów” takich cudów nie było, a też trzeba było podróżować, gotować obiad itd. Może to kwestia większej kreatywności i wymyślenia innych rozrywek dla dziecka? W dzisiejszych czasach wydaje mi się, że nawet jest łatwiej – kiedyś była garstka gier i książeczek – teraz jest tego naprawdę dużo.

Pewne badanie…

Przedstawiam Wam najważniejsze wyniki polskiego badania, na polskich dzieciach. Badanie zostało zrealizowane metodą ankietową przez agencję badawczą Millward Brown S.A. (przeprowadzono je w dniach 24 czerwca – 2 lipca 2015). Zaproszenie do badania wysłano do osób posiadających dzieci w wieku od 6 miesięcy do 6,5 lat.

Najważniejsze wyniki:

  • 64% dzieci w wieku od 6 miesięcy do 6,5 lat korzysta z urządzeń mobilnych, 25% – codziennie
  • 26% dzieci posiada własne urządzenie mobilne
  • 79% dzieci ogląda filmy, a 62% gra na smartfonie lub tablecie
  • 63% dzieci zdarzyło się bawić smartfonem lub tabletem bez konkretnego celu (i to najwyższy odsetek jest w grupie dzieci najmłodszych –  do 2 roku życia!)
  • 69% rodziców udostępnia dzieciom urządzenia mobilne, kiedy muszą zająć się własnymi sprawami; 49% rodziców stosuje to jako rodzaj nagrody dla dziecka

To, co mnie najbardziej zszokowało to fakt, że 30% (!!!) dzieci rocznych i dwuletnich (do 2,5 roku) codziennie używa smartfona, tabletu lub przenośnej konsoli.

Co do tych gier i filmików to tutaj pocieszający może być fakt, że 79% z dzieci bawiło się aplikacjami o charakterze edukacyjnym (np. puzzle, memory), 64% – używało aplikacji rozwijających kreatywność (np. rysowanie, tworzenie muzyki), ale taki sam odsetek (64%) dzieci korzystał z gier służących rozrywce.

Kontrola rodzica?

W tym samym badaniu poruszono jeszcze inną – moim zdaniem ważną kwestię. Czy rodzice towarzyszą dziecku przy przeglądaniu zawartości internetowych, czy towarzyszą mu w trakcie oglądania filmików itp.

  • 62% rodziców, których dzieci oglądają filmy/filmiki  asystuje wtedy dziecku
  • 61% rodziców asystuje dzieciom w trakcie przeglądania stron internetowych lub wyszukiwania w internecie różnych treści.
  • 56% rodziców towarzyszy dziecku przy zabawie smartfonem/tabletem bez określonego celu
  • Stosunkowo najrzadziej obecni są rodzice w trakcie grania (mniej niż połowa rodziców grających dzieci).

Po co?

Dlaczego rodzic daje dziecku urządzenie mobilne?

  • bo musi się zająć własnymi sprawami (69%)
  • w nagrodę (49%)
  • by dziecko zjadło posiłek (19%)

Czy jestem tabletowym rodzicem?

Przechodzimy do meritum. Taka jesteś mądra a ciekawe jak jest u Ciebie?…

Zaczęło się 6,5 roku temu, czyli wtedy kiedy zostałam mamą. Od początku odizolowałam córkę od mediów, bo stwierdziłam, że jej to niepotrzebne i bałam się o jej narząd wzroku. To nie jest tak, że oglądanie telewizji uszkadza wzrok czy wpływa na pojawienie się wady wzroku, ale po prostu męczy oczy. Ja osobiście mam dużą wadę wzroku (krótkowzroczność -6 i -7) i zbyt długie spoglądanie w komputer czy czytanie przy gorszym oświetleniu jest dla mnie męczące.

Postanowiłam, że moje dziecko nie będzie oglądało bajek/filmików itp tak długo jak się da. Ani ja ani mój mąż nie jesteśmy typami maniaków telewizyjnych i nie włączamy właściwie odbiornika przy dzieciach (mąż ogląda mecze, czasami odpalimy jakiś film na dvd, ale nie w obecności dzieci – tak jest do dzisiaj). W tym czasie, gdy zostałam mamą po raz pierwszy, nie było jeszcze tyle smartfonów – większość ludzi miała jeszcze „normalne” telefony.

Minął rok. Córka poszła do żłobka. Zaczęły się infekcje. Zaczęły się inhalacje. Zaczęły się problemy i gimnastykowanie żeby inhalacje wykonać jak najefektywniej. Córka miała nawracające zapalenia oskrzeli, więc w inhalacjach stosowałam leki i tutaj ma już znaczenie sposób wykonywania inhalacji. Przy soli fizjologicznej można to robić mniej dokładnie. Sięgnęłam po piosenki z płyty i po „klub przyjaciół myszki miki”. Oglądałyśmy razem, w trakcie wykonywania inhalacji. Uznałam tę bajkę za dopuszczalną dla dziecka i w ten sposób moje dziecko nauczyło się samodzielnie wykonywać inhalacje – zawsze z myszką miki.

Im córka była starsza i bardzie świadoma tym bardziej domagała się bajek. Zachęcona dobrym wpływem myszki miki pomyślałam „a może przesadzam?”. Córka ładnie się rozwijała, nic nie budziło mojego niepokoju. Przeszło mi przez myśl, że może jednak jestem wariatką, która broni dostępu dziecku do edukacyjnych bajek. Córka miała ponad dwa lata kiedy zaczęła oglądać bajki w telewizji. Nie było tego dużo – 2-3 bajki po 15-20 minut dziennie. Ale były też przy tym jakieś reklamy i łącznie była to dobra godzina dziennie. W tamtym czasie zaczęły się też nocne pobudki. Początkowo tego nie skojarzyłam. Ale kiedy zaczęłam czytać zalecenia Amerykańskiej Akademii Pediatrii, wypowiedzi psychologów to połączyłam fakty. Spokojny sen powrócił kiedy ograniczyliśmy bajki.

Warto obserwować dziecko przy oglądaniu bajki. Swoim zachowaniem pokazuje nam jak sobie radzi z emocjami, które towarzyszą takim seansom. Jeśli po bajce dziecko ma kiepski humor, jest rozdrażnione lub inaczej się zachowuje (nie jest w stanie zainteresować się innymi czynnościami) to znak, że nie radzi sobie z emocjami.

Zmysł wzroku małego dziecka jest w trakcie doskonalenia. Lepiej reaguje po prostu na stabilny obraz niż ten przeskakujący na ekranie. W książeczce maluch widzi cechy przedmiotu, potrafi je opisać. Ruch, kolory, światło, dźwięki z obrazu filmowego są dla dziecka atrakcyjne, ale im mniejsze dziecko tym obraz ten powinien być wolniejszy i wysyłać mniej bodźców wzrokowych i dźwiękowych. Są programy dostosowane do takich potrzeb.

Moje córki mają teraz kolejna: 6,5 roku, 4 lata i 1 rok. Najmłodsza nie ma żadnego dostępu do tabletów/telewizji/smartfona. Najstarsze – mają zezwolenie na seanse bajkowe/filmowe w weekend lub 1x/tydzień. Robię wtedy coś dobrego do jedzenia, czasami domowy popcorn i oglądamy razem fajną bajkę disneya czy jakiś film familijny. Sporadycznie dziewczyny obejrzą jakąś bajkę jak idą do niani, w przedszkolu czy w trakcie wizyty u znajomych. Na razie żadna z nich nie potrzebuje tabletu czy smartfona. Żadna z nich nie dostaje go do zabawy czy obsługi. Pewnie jak pójdą do szkoły to dostęp do internetu będzie im potrzebny. Ale teraz nie jest to jeszcze konieczne.

Dlatego nie – nie jesteśmy tabletowymi rodzicami. Wymaga to od nas, jako rodziców większego zaangażowania i czasami bardzo nam się nie chce. Ale… książki czytamy codziennie, gramy bardzo dużo w gry planszowe, staramy się jak najwięcej czasu spędzać wspólnie na świeżym powietrzu. My, jako rodzice jesteśmy fanami gier planszowych, żeby nie powiedzieć maniakami ;), a nasze regały uginają się pod ciężarem książek. Korzystamy jednak z internetu. Ja pisze bloga. Mój mąż czytuje fora planszówkowe i interesuje się światem sportu. Sporo przegląda też prezentacji ze swojej specjalizacji. Od czasu do czasu musimy się nawzajem hamować. On pilnuje czasu jaki spędzam przed komputerem czy smartfonem i daje sygnał, kiedy muszę to trochę ograniczyć. Ja robię to samo. Ważne, by dzieci też nie widziały nas ciągle z nosem w komórce czy przed laptopem. Przykład idzie z góry.

Widuję dzieci rozdrażnione w gabinecie lekarskim. Takie, które budzą pewien niepokój rodzica. Zdarza się, że po moim krótkim wywiadzie i paru sugestiach udaje się to zachowanie trochę zmienić – na lepsze. Pomaga ograniczenie mediów.

Tyle się uczy

Wiem, że edukacyjne aspekty do wielu rodziców przemawiają. „Bo sporo się uczy z tych bajek”, „bo są takie fajne gry edukacyjne”, „bo więcej mówi”. I pewnie tak jest. Ale gwarantuje każdemu z Was, że jeśli zamiast bajki na tablecie weźmiecie książkę, zamiast gry na smartfonie zagracie w grę planszową to dziecko nauczy się jeszcze więcej, Wasze relacje będą jeszcze lepsze i zasób słownictwa dziecka będzie bardzo duży.

Uważam, że swój ogromny sukces, że moje córki (wszystkie) uwielbiają książki. Najstarsza chwyta książkę wielokrotnie w ciągu dnia i czyta sama lub czyta siostrom. Najmłodsza jeszcze się niecierpliwi, ale bardzo lubi oglądać książeczki w twardej oprawie i „podsłuchuje” jak czytają starsze siostry. Oboje z mężem uwielbiamy grać z dziewczynami w gry planszowe. Jeździmy na targi, powiększamy kolekcję gier w domu. To takie nasze lekarstwo na wiele fochów i kiepskich humorów dzieci. Wspólnie spędzony czas to naprawdę coś dobrego. Wiem, że macie mało czasu – ja też. Ale czasami lepiej zostawić nieposkładane pranie, czy ugotować samą zupę niż podać dziecko smartfona.

Umówmy się, że umiar to podstawa. Zdarzają się sytuacje kiedy jesteście chorzy, macie gorszy dzień itp i włączycie dziecku bajkę. Nikt od tego nie zwariuje i nie przyniesie to szkody. Ale to ma być wyjątek od reguły, krótka chwila w ciągu intensywnego dnia, a nie rutyna 🙂

Szczerze – spróbujcie odstawić media na 3 tygodnie. Zastąpcie je książkami, wspólnymi spacerami i grami planszowymi. Jaki będzie efekt?

Polecam stronę: http://mamatatatablet.pl posłuchajcie filmiku, który otwiera się na górze strony.

 

Źródła:

  • Policy statement: Media use by children younger than 2 years, Pediatrics Vol. 128 No. 5 November 1, 2011, s. 1040 -1045.
  • First Exposure and Use of Mobile Media in Young Children, H. Kabali, R. Nunez-Davis, S. Mohanty, J. Budacki, K. Leister, M. K. Tan, M. Irigoyen, R. Bonner, Pediatric Academic Societies’ Annual Meeting, 25-28 kwietnia 201 5r., San Diego (abstract: http://www.abstracts2view.com/pas/view.php?nu=PAS15L1_1165.3, dostęp w dniu 26.07.2015)
  • https://www.aap.org/en-us/about-the-aap/aap-press-room/pages/american-academy-of-pediatrics-announces-new-recommendations-for-childrens-media-use.aspx
  • http://mamatatatablet.pl

6 thoughts on “Czy jestem tabletowym rodzicem?

  1. Wspaniały artykuł, zgadzam się z każdym słowem <3 dziękuję bardzo! Zamiast narażać się Dziadkom i Wujkom i sprzeciwiać wciskaniu telefonu dziecku i głupich plastikowych chińskich zabawek to po prostu wyślę link do tego artykułu 🙂 (pozdrawiam Dziadków, Wujków, Ciocie!).

  2. Ja mam rocznego synka i na telefonie lub tablecie czasami puszczam mu piosenki i też je śpiewam, kiedy on bardzo marudzi przy jedzeniu. Niestety mój synek to niejadek i czasem już nie wiem co zrobić by zjadł coś innego niż sucha bułka. Jest bardzo oporny na nowości, a najchetniej to jadł by tylko mleko z piersi.
    Synka bardzo ciągnie do smartfonów i jedyna zabawa na jaką pozwalam to taka, że włączam przedni aparat żebyśmy się widzieli na ekranie, robimy głupie miny i zdjęcia.
    Poza tym gdy mąż ogląda telewizję to mały bardzo wpatruje się w ekran. Próbuję wtedy odwracać jego uwagę proponując jakąś zabawę.
    W mojej rodzinie na pewno przydał by się detoks od telewizora i smartfonów. Ja telewizji już prawie nie ogladam ale smartfona używam głównie do szukania informacji na temat rodzicielstwa 😀

  3. Jutro z rana drukuję i daję teściowej do czytania. Ciągle podważa moje rodzicielskie kompetencje przy dziecku np. Ta mama to nic Ci nie pozwala albo kiedy ta mama włączy Ci jakąś bajkę.
    Nic do niej nie dociera. Nie rozumie, nie otwiera się na dzisiejsze czasy, na wiedzę. Tak jak napisalas: naprawdę w mega ciężkich chwilach włączenia chwilę bajkę. Na moje szczęście dziecku nudzi się już po pięciu minutach. A syn ma 1.5 roku…

  4. Teraz jest tematyka smartfonowo-tabletowa a kiedyś była komputerowa. W normalnych przypadkach dziecko nie potrzebuje z tym mieć kontaktu doputy dopóki nie będzie miało przedmiotu – informatyka. Wtedy pewne rzeczy się zmieniają. Kiedyś komputer był dobrem nawet ponadluksusowym, był skrajnie drogi i był dziadostwem. Nie każda rodzina mogła sobie nań pozwolić no i cóż… Różnica między dziećmi, które komputer w domu miały a tymi, które nie miały bywała przeogromna. Kiedyś komputery nie były w obsłudze tak łatwe i efektywne jak teraz, o niebo łatwiej się też zawieszały co wywoływało tylko strach a sam komputer uruchamiał się dobre 10 a nawet więcej minut. Strach było cokolwiek dotknąć, cokolwiek kliknąć żeby przypadkiem czegoś nie zepsuć, o swobodzie jakiejkolwiek mowy nie było. Skutek tego taki – przedmiot powodował strach co prowadziło do absencji szkolnej, zagrożeń w klasyfikacji i tym podobnych rzeczy. Problemy były dość poważne bo szkoła podstawowa to najbardziej produktywny okres jeśli chodzi o standardową edukację w informatyce – tu nie tylko rysuje się coś tam w paincie, robi prezentacje, wysyła meile ale też pisze strony internetowe (za tamtych czasów jedną z omawianych opcji był frontpage) i robi przeróżne projekty. Opuszczenie 1, 2 czy 3 zajęć nie poskutkuje niczym ale jeśli to już będzie regularna absencja pod tytułem „zaspałem” to już pośrednio może zaważyć na tym co będzie później (stricte jeśli chodzi o absencję).

    Z innymi mediami – telewizją i radiem jest podobnie, na początku dzieciom kompletnie niepotrzebne dopóki nie pojawi się jeden z najważniejszych przedmiotów w szkole czyli WOS. Wtedy dziecko jeśli zostanie odcięte od tychże mediów niemal na pewno będzie miało problemy z tym przedmiotem bo najzwyczajniej w świecie nie będzie miało pojęcia zielonego co się dzieje w kraju i na świecie a już zwłaszcza kiedy nie wykazuje najmniejszego zainteresowania przedmiotem. Problemy będą nie tylko z prasówkami ale i podstawową wiedzą (która nie zawsze będzie w książkach czy podręcznikach).

    Izolacjonizm wydaje się być super opcją ale jakie jego efekty są możemy zobaczyć w rodzinach religijnych (tam przede wszystkim stosuje się takie coś) – np amiszów i konserwatywnych. Odpowiedzmy sobie szczerze czy tego chcemy dla naszych dzieci 😉

    Jeśli ktoś już zachciał posiadać dziecko stety niestety musi się liczyć z tym, że będzie musiał poświęcać mu czas (no chyba, że jest na uprzywilejowanej pozycji – jest piłkarzem, aktorem, piosenkarzem czy kimś podobnym to wówczas uda mu się bez większych problemów uciec od odpowiedzialności). Środki zastępcze nie są ok. Ale… W obecnych czasach się ich nie pozbędziemy i nie ma co zakłamywać rzeczywistości. Dobrze jest zrodzić w dziecku jakieś pasje i akwarystyka, terrarystyka, survival, bushcraft oraz modelarstwo będą tu świetnymi przykładami. Koniecznie zainteresujmy dziecko sportem (ale pod uwagę bierzmy raczej tylko te ekstremalne) i tu świetnymi przykładami będą kolarstwo górskie (szczególnie Freeride, Street, Dirt, Slopestyle, Dual, Four cross, Enduro, Downhill, Trial, Street Trial), BMX, skateboarding, snowboarding, nurkowanie swobodne (freediving, który tak jak kolarstwo oferuje całe mnóstwo dziedzin np głębinowe, statykę itd), rolki agresywne, lé parkour, wspinaczka solo (przykładem osoby uprawiającej jest Alex Honnold). Ale nie możemy się zapędzać i odbijać na dziecku niespełnionych marzeń – nie wciskajmy dziecka na siłę w regularne zajęcia piłki nożnej, baletu czy gimnastyki. To dziecko musi zadecydować samo co chce robić i musi przynajmniej w części mieć świadomość tego co się z tym wiąże – tu jest tak samo jak z kolczykowaniem, nie możemy tutaj spełniać WŁASNEGO widzimisię. Ale wracając, w poszczególnych pasjach również spotkamy się z koniecznością obcowania z taką i taką elektroniką, takimi mediami i innymi i… No co zrobimy?

    Wszystko sprowadza się do takiej zasady małe dziecko – mały problem, duże dziecko – duży problem. Prawdziwe problemy zaczną się kiedy dziecko będzie duże/starsze (oczywiście za wyjątkami takimi jak część chorób czy podobnych aspektów). Jeśli podejmiemy złe decyzje to wówczas odbije się to poważnie na dziecku (lub może). Jak będzie się czuć nasze dziecko kiedy okaże się, że zamknęliśmy mu część furtek w dalszej przyszłości? Czasu się nie cofnie.

    1. Moja najstarsza córka zaczęła przygodę z komputerem w pierwszej klasie szkoły podstawowej dzięki zajęciom z informatyki 🙂 jest molem książkowym i czyta więcej ode mnie, więc chcociaż powinnam się wstydzić, że mam coraz mniej czasu na czytanie to jednak jestem dumna, że ona ten czas poświęca na coś tak wartościowego 🙂

  5. Mam 19 miesięcznego synka. Wraz z mężem nie posiadamy tabletu, jedynie laptop i dwie zwykle komórki, nie jesteśmy ludźmi przepadający mi za niepotrzebna elektronika. Telewizor również mamy, ale jest włączany jedynie wieczorem na pół godziny, gdyż syn lubi oglądać bajkę Masze i Niedźwiedź i na to mu w ciągu dnia pozwolę. Resztę dnia ma wypełnione zabawa w domu i na dworze. Podczas posiłku jak większość dzieci nie lubi za długo siedzieć w jednym miejscu, więc od początku zamiast tabletu dawałam mu do oglądania książeczki, teraz ma etap oglądania gazet z ciągnikami 😂 to nie odlaczny element posiłku 😁 Wieczorem przed snem również mu czytam książeczki z obrazkami, on potrafi się skupić na całej bajce adekwatnej do jego wieku. Ma mnóstwo książeczek i co chwilę jakaś sobie ogląda. Uważam że np telefon czy sprzęty tego typu nie są odpowiednie dla dzieci, to tak jakby dziecku dać zapalniczkę do zabawy i wcale nie przesadzam z porównaniem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *